Natrętne myśli na modlitwie

Wygenerowano: 15 lipiec 2016, 10:04

Gdy tylko rozpoczynam się modlić w ciszy, zaraz zalewa mnie rzeka rozmaitych myśli. Uprzytamniam sobie, ile rzeczy mam jeszcze do zrobienia, a jedna wydaje się być pilniejsza od drugiej. Widzę w wyobraźni pewne osoby, których widok wywołuje we mnie rozmaite nastroje. Nagle zaczynam myśleć: "Jak on (ona) mógł mi coś takiego powiedzieć!" Narasta we mnie oburzenie, niepokój, poczucie niesprawiedliwości, krzywdy, upokorzenia itd... Usiłując jednak się modlić, walczę z tymi myślami z cala determinacją, lecz bezskutecznie, ponieważ narzucają się tym natrętniej. Czuję niechęć do modlitwy z powodu tej wyczerpującej i nieskutecznej walki...


Iluż z nas widzi siebie - przynajmniej w jakimś stopniu - w powyżej przedstawionym doświadczeniu! U niektórych ludzi miewa ono jeszcze inną postać: "Zupełnie wbrew mojej woli w mojej wyobraźni przesuwają się straszliwie nieczyste i absurdalne sceny. Im bardziej je odganiam, tym bardziej nacierają. Tracę pokój, ponieważ zapewne bardzo obrażam Boga taką "modlitwą" ...


Kłopoty z rozproszeniami i natrętnymi myślami ma każdy modlący się człowiek. Niekiedy wyobrażamy sobie, że św. Jan od Krzyża czy św. Teresa z Avila ulepieni byli z innej gliny. Tymczasem oni również byli grzesznikami, zanim łaska Boża i trud oczyszczenia wewnętrznego nie doprowadziły ich do mistycznego zjednoczenia z Miłością. Właśnie dlatego, że przeżyli burzę rozmaitych rozproszeń, mogą być dla nas przewodnikami w szukaniu ciszy i pokoju serca, w których przemawia Bóg. Zauważmy, że człowiek rozproszony nie potrafi słuchać innych. Nie jest w stanie skupić uwagi na tym, co drugi chce powiedzieć. Świadczy to o tym, że człowiek taki nie potrafi przede wszystkim słuchać samego siebie, nie umie wsłuchiwać się w głos własnego wnętrza. Tymczasem, nasze wnętrze ma bardzo wiele do powiedzenia! Wydawałoby się, że wystarczy jedynie zanurzyć się w ciszę i zacząć się modlić, a oto pojawiają się natrętne myśli i przeróżne rozproszenia. Lecz jeżeli na modlitwie nie podejmiemy walki z nimi, to całe życie zacznie się rozpraszać.


Walka "wprost" z rozproszeniami w czasie modlitwy przypomina zawracanie wody kijem. Zamiast niecierpliwić się i męczyć bezskutecznym ich powstrzymywaniem pozwólmy raczej na to, aby cały ten potok niepoukładanych myśli, skojarzeń i emocji mógł nieskrępowanie wypłynąć. Starajmy się jedynie spokojnie wysłuchiwać i pokornie powierzać Panu wszystko to, co przez nas przepływa. Nie bądźmy perfekcjonistami, którzy usiłują na modlitwie pokazać się z najlepszej strony. W modlitwie staję przed Bogiem taki, jakim jestem; jeśli pełen jestem przeróżnych rozproszeń, to trudno, takim właśnie aktualnie jestem. Słuchajmy jedynie tego toku myśli i spokojnie powierzajmy Panu wszystko to, co za nimi się kryje: niepokoje i lęki, radości i nadzieje, zmęczenie i zniecierpliwienie, agresję i gniew itd... Czas płynięcia tej "rzeki" jest czasem spojrzenia kochającego Boga. Możemy zwrócić się do Boga w następujący sposób: Panie, ty widzisz bezsens moich myśli i moją bezradność w walce z nimi. Ty, który przenikasz serca i umysły, spójrz na moje wnętrze, które należy tylko do Ciebie!


I bądźmy spokojni: w gąszczu najbardziej bzdurnych i upokarzających myśli czy obrazów, Pan doskonale potrafi odczytać właściwe przesłanie, co nas cieszy, gnębi, boli, niepokoi... Podobnie, jak najlepsza matka i ojciec, na naszych duchowych zranieniach Bóg składa swój uzdrawiający pocałunek łaski.


Problem tkwi w tym, że jednak dajemy się wciągnąć przez jakąś nieuporządkowaną myśl i ponieść przez nią gdzieś daleko... Gdy zdamy już sobie z tego sprawę, cierpliwie powróćmy do postawy powierzania. W ten sposób nurt rozproszeń będzie się stawał mniej porwisty i mniej obfity. Jeśli wytrwamy w tej postawie słuchania i ufnego powierzania, w końcu zacznie mówić wnętrze serca. Powoli zaczniemy się wsłuchiwać w głos sanktuarium naszego bytu, gdzie przemawia Bóg Miłości. Po okresie mętnej wody rozproszeń powoli zaczną płynąć czyste wody prawdy. Modlitwa nie jest bowiem relacją z kimś na zewnątrz mnie, lecz spotkaniem z Bogiem, któremu pozwoliłem zamieszkać wewnątrz mej istoty. Uświadomienie sobie tej prawdy było największym odkryciem św. Augustyna: "Ty byłeś wewnątrz mnie, podczas gdy ja byłem na zewnątrz mnie samego i szukałem Cię poza mną. W mojej brzydocie rzucałem się na wdzięk Twoich stworzeń; Ty byłeś ze mną, lecz ja nie byłem z Tobą". Modlitwa więc prowadzi do spotkania z Bogiem w moim własnym sercu, do którego wchodzę razem z Nim, odkrywając prawdę o tym, kim jestem. Uczy mnie tej prawdy Jego niezmierzona miłość do mnie. "Drogie dzieci, pozostańcie wraz z Jezusem w ciszy waszych serc, aby mógł was przeobrazić swą miłością" - zachęca nas Matka Boża w Medjugorje.


Przez spokojne składanie rozproszeń u stóp Pana wzrastamy w umiejętności słuchania Jego głosu. Lecz zdolność tę nabywamy tylko przez trud podjęcia codziennej modlitwy. Modlitwa jest rzeczą najprostszą w świecie, ale dochodzi się do niej wyłącznie przez osobiste doświadczenie. Trzeba nam też pamiętać, że mamy wroga modlitwy - Kusiciela, który nieustannie usiłuje nas zniechęcić do podjęcia trudu otwierania się na miłość na drodze modlitwy. Szatan chętnie miesza się w mgłę naszych rozproszeń, usiłując nam udowodnić, że nie jesteśmy zdolni do modlitwy, do spotkania Z Bogiem Żywym. "Bądźcie trzeźwi, czuwajcie - upomina nas św. Piotr - nieprzyjaciel wasz, diabeł, krąży jak lew ryczący, szukając, kogo pożreć. Przeciwstawiajcie się jemu mocą waszej wiary"" (1 P 5,8-9a).


W walce z pokusami nasza wiara rośnie i doskonali się ku naszej chwale, dlatego to my, a nie szatan, okazujemy się prawdziwymi zwycięzcami. Jednocześnie Kusiciel za wszelką cenę usiłuje zakryć przed nami radość modlitwy. Modlitwa jest bowiem niewyczerpalnym źródłem radości duchowej, nawet, jeśli towarzyszy jej trud oczyszczenia wewnętrznego.


Cierpliwe zasłuchanie na modlitwie wprowadza nas w końcu na drogę całkowitego powierzenia siebie Ojcu Niebieskiemu. Słuchając całym sobą przyjmujemy dar Jego Osoby. Odkrywamy coraz bardziej, że stajemy wobec niezmierzonej Dobroci, Czułości, Miłosierdzia, Usprawiedliwienia, Mocy. Niezaspokojone pragnienie miłości jest pierwszą przyczyną poczucia zagrożenia, z którego usiłujemy się wyzwolić poprzez posiadanie, zawłaszczanie sobie osób i przedmiotów (na zasadzie kompensacji).


Modlitwa leczy nas z tych duchowych poranień! Zanurza nas bowiem w pewność miłości ze strony mojego Stworzyciela, Pana i Ojca. Poprzez doświadczenie daru Jego obecności sam zaczynam się otwierać i darować innym na drodze miłości. Modlitwa uczy mnie postawy dawania i ofiary, ponieważ z racji mych duchowych zranień trwałem w procesie zagarniania. Codzienne stawanie w obecności Pana doprowadzi nas w ostateczności do najwspanialszego na ziemi odkrycia, że jesteśmy ukochanymi dziećmi Ojca Przedwiecznego. Modlitwa stanie się wówczas czymś dużo więcej, niż tylko relacjonowaniem Bogu wydarzeń. Stanie się codziennym chlebem i słodyczą. "Dlatego też, kochane dzieci, módlcie się, módlcie się, módlcie się - aż cale życie stanie się modlitwą" (orędzie Maryi, 25.08.98).


Kliknij i zobacz źródło strony

 Orędzia NMP
 
25 maj 2018
 
25 kwiecień 2018
 
25 marzec 2018
 
25 luty 2018
 
25 styczeń 2018
 
25 grudzień 2017
 
25 listopad 2017
 
25 październik 2017
 
25 wrzesień 2017
 
25 sierpień 2017
 
25 lipiec 2017
 
25 czerwiec 2017
 Dziennik
dzisiaj
 
Bóg czy bożek? Komu tak naprawdę służysz?
 
Dobry patent na miłość
 
Gabriele Amorth - Wypowiedź Egzorcysty
 
Ojciec Witko zdradza, jak wygląda szatan
 
Wstań i idź wyprostowany
 
Jak wygląda niebo - Fulla Horak
 
Atak na drugą wieżę
 
Twarz diabła
 
Skorumpowani seksualnie
 
Słowo Boże
 
Tortury
 
Zakazane posiłki
 
Zdrady małżeńskie i odmienność seksualna
 
Znaki na niebie w czasach ostatecznych
 
Modlitwa o przemianę życia
 
Modlitwy do Ducha Świętego
 
Módl się ile możesz za konających
 
Odkryła jak wyciągnąć tysiące dusz z Czyśćca
 
Dobroć Boża
 
Królowa Nieba i Ziemi
 Kalendarz
w przygotowaniu ...