Przygotować miejsce dla Boga- rozmowa z egzorcystą

Wygenerowano: 19 listopad 2016, 16:23

Zacznijmy od kwestii najprostszej: z jakimi problemami najczęściej ludzie przychodzą do egzorcysty?


Ks. Marcin Wiśniewsski: Spektrum spraw, z jakimi zwracają się ludzie do egzorcysty jest ogromne. Egzorcysta jest widziany jako ksiądz, z którym można umówić się na spotkanie i w związku z tym może on pomóc, niejako przy okazji, w wielu codziennych sprawach, począwszy od różnych problemów rodzinnych, małżeńskich, konfliktów międzypokoleniowych i innych zaszłości. Z drugiej strony są również sprawy różnego rodzaju duchowego dręczenia, którego ludzie doświadczają: czują się w jakiś sposób nękani, czują obecność złych duchów przy sobie, czy w miejscu, w którym mieszkają.


Możemy powiedzieć, że ten pierwszy rodzaj problemów mógłby być z powodzeniem skierowany do, nazwijmy to ,,zwykłego” księdza, a w tych drugich wchodzimy na specyficzny teren posługi kapłana egzorcysty?


Tak naprawdę oba te obszary są ze sobą połączone, tworzą jedność, ja tego bardzo mocno doświadczam i właśnie dlatego zajmuję się tematyką uzdrowienia wewnętrznego, relacji w rodzinie, ponieważ widzę, że często pierwszym krokiem do wchodzenia w grzech i różnego rodzaju zniewolenia, sekty, czy jakikolwiek kontakt z okultyzmem, magią, jest brak akceptacji własnego życia. Diabeł, kiedy przychodzi z pokusą, wykorzystuje to, co w naszym życiu jest słabe, te miejsca, w których my nie przyjmujemy naszego życia jako daru, który otrzymaliśmy od Boga. Najczęściej to ma jakieś osadzenie w naszej historii życia i w tych miejscach zaczyna się pokusa. Walka z grzechem, ze złym duchem zawsze powinna się zacząć od rozeznania, gdzie są korzenie grzechu, gdzie diabeł znajduje taki słaby punkt w naszym życiu, do którego się odwołuje i który powoduje jego przychodzenie z pokusą.


W jakich innych sytuacjach ocieramy się, czy też wystawiamy się na działanie złego ducha?


Bardzo często diabeł wykorzystuje różne cierpienia w naszym życiu podsuwając grzech jako taką prostą drogę do rozwiązania problemów. Oskarża też Boga, mówiąc: „Gdyby Bóg naprawdę cię kochał nie pozwoliłby ci tak bardzo cierpieć, byłbyś zdrowy, miałbyś szczęście, dziewczynę/chłopaka, żadne nieszczęścia by na ciebie nie spadały. A skoro to wszystko ci się przytrafia, to znaczy, że Bóg cię nie kocha, albo że Go nie ma. I proponuje diabeł proste rozwiązanie: jeżeli Bóg nie daje nam szczęścia, jeżeli nie widzimy w Bogu naszego Ojca, to zaczynamy sobie wprowadzać w to miejsce, w miejsce Boga inne rzeczy.


Można powiedzieć, że właściwie nie ma ludzi niewierzących, ale nie wszyscy wierzą w Boga..


Tak, ludzie oddalają się od Boga, nie słuchają żywego słowa, nie przyjmują sakramentów, albo mają relację z Bogiem bardzo powierzchowną, nawet będąc co niedzielę w kościele, ale przeżywając to na zasadzie rytualizmu, bez żywej relacji z Bogiem. Czasami zły duch nie tyle chce ich odciągać od takiej słabej relacji z Bogiem, ale prowadzi ich do życia na zasadzie połączenia słabego, „rozwodnionego” chrześcijaństwa z pogaństwem. Dlatego nawet ludzie chodzący od kościoła, kiedy przychodzi jakieś nieszczęście, są gotowi zaprzedać duszę diabłu, szukają pomocy u jasnowidzów, wróżek, korzystają z amuletów, czy chodzą do uzdrawiaczy, wierząc, że to im pomoże, czy uwolni od cierpienia.


Do tych konkretnych zagrożeń wrócimy w drugiej części rozmowy. Ale dlaczego tak łatwo przekraczamy tę linię między wiarą a pogaństwem, czy okultyzmem?


Obserwuję, że bardzo daleko odeszliśmy od rozumienia życia w taki sposób, jak zawsze rozumieli je chrześcijanie, czyli ze spojrzeniem skierowanym ku górze, ku celowi naszego życia, którym jest nie tylko doczesność. To jest dramat, że dzisiaj ludzie za przedłużenie choćby o chwilę tego ziemskiego życia, czy uczynienie go bardziej przyjemnym lub łatwiejszym, są gotowi oddać całą wieczność. Nie ma w nich perspektywy wieczności. Nawet w modlitwie, w życiu duchowym jeśli jakieś ono jest, są obecne tylko intencje dotyczącego tego życia, tu i teraz. Natomiast to, co powinno być pierwszorzędne, co choćby w modlitwie „Ojcze nasz” brzmi jako „przyjdź Królestwo Twoje” jest po prostu nieobecne. I diabeł to wykorzystuje, że nasze serca są zniewolone doczesnością, tym światem, że nie wznosimy oczu ku niebu.


Wróćmy do procesu uwolnienia czy uzdrowienia duchowego. Ludzie przychodzą do księdza i co dalej?


Dzisiaj jest duże zapotrzebowanie pośród ludzi na spotkanie z księdzem, na kierownictwo duchowe, na głębszą spowiedź połączoną z rozmową na temat własnych problemów. Bardzo często ludziom, którzy trafiają do egzorcystów, wystarczyłby normalny kontakt z księdzem, ale czasami ci ludzie nie znajdują tego u swoich księży w parafiach. Na rekolekcjach często spotykam się z pytaniami o stałe kierownictwo, ludzie chcieliby mieć stałego spowiednika. Księża, przynajmniej tak ci ludzie utrzymują, nie zawsze chcą się zgodzić, bo mają mnóstwo innych obowiązków. A musimy sobie to dzisiaj jasno powiedzieć, że w ewangelizacji potrzebne jest przede wszystkim indywidualne podejście do ludzi. Od wieków w tradycji Kościoła konfesjonał jest tą szczególną przestrzenią kierowania ludzi. Kiedy popatrzymy na Świętych, choćby ojca Pio, czy taki Honorata Koźmińskiego, którzy korzystając tylko z tej przestrzeni konfesjonału, kierowali wieloma osobami, które rozwijały się duchowo wpływając później na swoje środowiska. Myślę, że dzisiaj ta możliwość została zagubiona. Poszliśmy w kierunku głośnych akcji, medialnego podejścia do ewangelizacji, które oczywiście jest konieczne, ale z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że ludzie potrzebują przede wszystkim indywidualnego spotkania, co siłą rzeczy jest niemożliwe w wielkich medialnych przedsięwzięciach. Ksiądz musi też sobie zdobyć zaufanie tych ludzi, a oni niestety nie przed każdym księdzem chcą się otworzyć.


Często też ludzie szukają indywidualnego potraktowania, czy głębszej spowiedzi w momentach, kiedy parafie są oblężone podczas wielkopostnych, czy rekolekcyjnych spowiedzi i ksiądz ma dylemat, czy poświęcić komuś 30 minut, kiedy 50 osób czeka w kolejce i tu też potrzeba wzajemnego zrozumienia. Ale wróćmy do procesu rozeznania.


Rzeczywiście wielką część naszej posługi obejmuje rozeznanie. Nawet ludzie, którzy trafiają do nas za pośrednictwem księdza, nie zawsze mają ten etap za sobą. Często jest tak, że jeśli ksiądz słyszy jakikolwiek sygnał, że może chodzić o sprawy zniewolenia czy okultyzmu, natychmiast kieruje do egzorcysty. Ale są też osoby, które po wielu latach jakiegoś dręczenia, trudności duchowych gdzieś tam słyszą o egzorcyście, przeczytają jakiś artykuł, czy może zobaczą jakiś film i sami szukają kontaktu. I w tych przypadkach również wiele czasu należy poświęcić na rozeznanie. Diabeł jest mistrzem kłamstwa i on będzie działał w obie strony. Z jednej będzie przekonywał osobę dręczoną, że ona nie ma takiego problemu, że trudności, które przeżywa nie są związane z jego obecnością. Będzie próbował to sprowadzić do poziomu choroby psychicznej, zaburzeń, z którymi można sobie poradzić na drodze terapii psychologicznej, bez szukania pomocy duchownego. I to jest jedna niebezpieczna skrajność. W drugą stronę diabeł też kłamie, kiedy osoba ma zaburzenia psychiczne, jakąś nerwicę, sprawy obsesji, skrupułów, natrętnych myśli, dzisiaj mamy duży problem z takimi nerwicami, kiedy osoby są dręczone nieczystymi obrazami, nawet związanymi ze Świętymi, czy wręcz z Bogiem. Może to być efekt zniewolenia przez złego ducha, takie symptomy się zdarzają, ale równie dobrze może to być kwestia nerwicy, którą trzeba przepracować, nie wyłączając oczywiście kierownictwa duchowego, bardzo ważny jest stały spowiednik w takim przypadku, ale też jest potrzebna mądra pomoc psychologiczna, czasem również farmakologiczna, a diabeł będzie się upierał, że to jest wyłącznie opętanie, aby człowiek nie szukał pomocy medycznej, która jest mu przecież potrzebna. Tak właśnie działa szatan i dlatego kwestia rozeznania jest tak ważna i poświęcam jej tyle czasu.


Jaka jest pierwsza rada, której jako egzorcysta udziela ksiądz ludziom podczas procesu rozeznania?


Ludziom, którzy do mnie przychodzą zawsze radzę, aby zaczęli modlić się do Ducha Świętego, aby Pan Bóg pokazał im, gdzie tkwi problem w ich życiu. Czy to jest problem bardziej natury duchowej, czy też jest związany z psychiką, z historią życia, przeżyciami ukrytymi w podświadomości, których przy powierzchownej refleksji nie potrafimy dostrzec. Jeżeli człowiek szczerze się modli do Ducha Świętego, to rzeczywiście Bóg pokazuje nam nawet rzeczy ukryte. Trzeba dać Bogu prawo, aby On poprowadził proces naszego uwolnienia, czy uzdrowienia. To jest pierwsza sprawa.


To jest taka uniwersalna rada dla wszystkich, bez względu na to, co się wyłania z rozmowy?


Tak, ale chociaż wydaje się, że sytuacje i przypadki są podobne, to tak naprawdę nie ma dwóch takich samych historii. Każdy człowiek ma swoją historię zbawienia, nawet jeśli ona jest historią uwikłania w grzech, to jednak Bóg jest w tym wszystkim i chce nas prowadzić. I dlatego chcę to jasno powiedzieć, że nie ma łatwej i gotowej odpowiedzi na każdą sytuację. Ja się boję ludzi, również księży, którzy mają na wszystko łatwą i gotową odpowiedź. Niestety, często po prostu rzuca się gotowymi sloganami zaczerpniętymi z psychologii, a przecież każdy człowiek jest tajemnicą. Głęboko zapisały się we mnie słowa arcybiskupa Nowaka, który z ramienia Episkopatu jest odpowiedzialny za egzorcystów i kiedyś nam powiedział parafrazując Stary Testament, że mamy zdjąć sandały z nóg podchodząc do drugiego człowieka, bo to jest ziemia święta. Tą ziemią świętą jest człowiek, który został odkupiony drogocenną krwią Chrystusa. Musimy mieć pełną świadomość tajemnicy, wobec której stajemy, bo to Bóg uwalnia, a nie ja. Tajemnicą jest również to, dlaczego jedni są uwalniani po jednej modlitwie, a inni miesiącami, czy latami walczą ze zniewoleniami. Jest to droga i najważniejsze jest, aby Bogu pozwolić się poprowadzić tą drogą.


Co jeszcze jest istotne w procesie rozeznawania?


Ważne jest, aby zacząć od siebie. Ludzie często przychodzą i myślą, że egzorcysta włoży na nich ręce, pomodli się i wszystko będzie załatwione. Czasem się okazuje, że sytuacje, które my nazywamy krzyżem w naszym życiu, tak naprawdę są skutkiem naszych złych wyborów i grzechów. Rzucamy w niebo kamieniami, że mamy nieudane życie, tymczasem to wcale nie jest tak, że Bóg karze nas za grzechy, ale w samym grzechu jest ta trucizna, która nam życie zatruwa. Ludzie czasami sugerują, że ktoś im zrobił krzywdę, przeklął, czy rzucił urok. Zawsze wtedy uspokajam i radzę zacząć od siebie. Czy jednak ten człowiek sam nie wszedł na drogę grzechu i dlatego jest nieszczęśliwy? To jest pierwsza rzecz.


Po rozeznaniu, że chodzi o problem duchowy, a nie na przykład psychiczny, rozpoczyna ksiądz modlitwę nad taką osobą?


Zanim podejmę modlitwę, często sugeruję jeszcze, aby najpierw dokonać porządnej spowiedzi z całego życia. Często ludzie, którzy się do mnie zwracają, od lat nie byli u spowiedzi, albo spowiadali się bardzo powierzchownie. Kiedy im proponuję rachunek sumienia, z konkretnymi pytaniami na kartce, to się dziwią: „To coś takiego też jest grzechem?” Czasami wręcz sugeruję, aby przygotowując się do spowiedzi wypisać sobie grzechy, bo diabeł nawet podczas spowiedzi będzie próbował zaciemnić sytuację, aby coś zataić, czy w inny sposób zapobiec dobrej spowiedzi. A dobra spowiedź to, po rozeznaniu, kolejny etap w uwalnianiu czy uzdrowieniu. Jeśli człowiek tego naprawdę pragnie, to musi wiedzieć, że nawrócenie jest konieczne, trzeba się pojednać z Bogiem i wrócić do przyjaźni z Nim, do modlitwy.


Właśnie, egzorcyzm, modlitwa o uwolnienie to dopiero początek, a co dalej?


Często zdarzało mi się, że ludzie przychodzili do egzorcysty, ale później nie wrócili do modlitwy, do życia sakramentalnego i wtedy następuje to, co Jezus opisuje w Ewangelii: zły duch odejdzie na jakiś czas, ale później wróci z pięcioma „kumplami” jeszcze bardziej złośliwymi niż on i znajdzie swoje mieszkanie w tym człowieku, pięknie wysprzątane i ciągle puste. To miejsce musi zostać zagospodarowane dla i przez Pana Boga. Często mówię na rekolekcjach słowa, które niektórym wydają się herezją: celem naszego życia nie jest wolność od grzechu. Celem naszego życia jest relacja z Bogiem. Wolność od grzechu, uwolnienie się od grzechu jest tylko pewnym etapem, który ma przygotować miejsce dla Pana Boga, aby On mógł w nas zamieszkać, na tym etapie trzeba usunąć wszystko to, co przeszkadza relacji z Bogiem. Ale nie można się na tym etapie zatrzymać. My nie smakujemy w życiu duchowym obecności Boga i to jest bardzo smutne, bo wiele kryzysów, rozdarcia w życiu duchowym polega na tym, że my ciągle poprzestajemy na tym pierwszym etapie: na grzechu i na walce z nim. I zatrzymujemy się przed najlepszym.


rozmawiał ks. Andrzej Antoni Klimek


Kliknij i zobacz źródło strony

 Orędzia NMP
 
26 styczeń 2018
 
25 grudzień 2017
 
25 listopad 2017
 
25 październik 2017
 
25 wrzesień 2017
 
25 sierpień 2017
 
25 lipiec 2017
 
25 czerwiec 2017
 
25 maj 2017
 
25 kwiecień 2017
 
25 marzec 2017
 
25 luty 2017
 Dziennik
dzisiaj
 
Pomoc św. Moniki w sprawach trudnych dzieci
 
Czy wyrzekasz się Jezusa ?
 
Kamil Stoch odpowiedział na zarzuty ateistów
 
Bóg Cię Kocha
 
Chodź za mną
 
Dla jego bolesnej męki ...
 
Jeuz oddał za Nas swoje życie
 
Jezu dodaj mi sił do walki
 
Jezus przychodzi do każdego z nas
 
Jezus przytula każdego, kto go potrzebuje
 
Kocham Cię
 
Korona cierniowa
 
Oczy Chrystusa
 
Katarzyna Emmerich - Wizja nieba i piekła
 
Amaro o chorobie nowotworowej i nawróceniu
 
Wielki znak na niebie 2017
 
Danuta Holecka: Dzięki modlitwie dostaję wszystko!
 
Modlitwa do Krzyża Świętego
 
Odkryła jak wyciągnąć tysiące dusz z Czyśćca
 
Potężna modlitwa o CUD przemiany życia
 Kalendarz
w przygotowaniu ...